Unia „polubiła” wynik 1:1

Po raz trzeci z rzędu Unia Turza zanotowała w rozgrywkach III ligi rezultat 1:1, tym razem w meczu wyjazdowym ze Skrą Częstochowa. Biorąc pod uwagę okoliczności w jakich się to stało, to musimy ten remis szanować. Pierwsza połowa meczu przebiegała przy lekkiej przewadze walczących o utrzymanie unitów, którzy już w 10 min. byli blisko zdobycia bramki, kiedy to po składnej akcji piłkę z 20 metra uderzał Paweł Polak, ale ta trafiła w spojenie słupka z poprzeczką częstochowskiej bramki.

Dziesięć minut później to gospodarze ostemplowali obramowanie naszej bramki, a dokładnie jej słupek, po strzale z 14 metrów Damiana Nowaka. Mecz pomimo sztucznej nawierzchni i żaru płynącego z nieba nabrał rumieńców. W 25 minucie po rzucie rożnym Polaka piłkę w pole bramkowe zgrał głową Kamil Kuczok, ta trafiła na … głowę Pawła Staniczka, którego strzał z 5 metrów sparował przed siebie Kamil Kosut, ale nikt nie zdołał jej skierować do siatki.

W kolejnej akcji blisko strzelenia gola był Dawid Hanzel, który uwolnił się spod opieki obrońców, zszedł na „krótki” słupek do dośrodkowania Piotra Glenca, ale minimalnie chybił. Minutę później groźnie było po drugiej stronie boiska, gdy strzelał głową Dawid Niedbała, ale i on minimalnie przestrzelił. Po tej „nawałnicy” tempo gry nieco siadło, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska i do przerwy utrzymał się rezultat bezbramkowy.

W drugiej połowie było podobnie, oba zespoły czekały raczej na błędy rywala, niż same chciały konstruować składne akcje i dopiero ta Mateusza Sitnika, który chwilę wcześniej zastąpił na boisku Pawła Kulczyka, wywołała jakieś emocje wśród kilku osobowej grupki kibiców Unii. Niestety strzał „Sitasa” z narożnika pola karnego był niecelny i wydawać się mogło, że już nic ciekawego w tym spotkaniu się nie wydarzy. Nic bardziej błędnego, bowiem to co najlepsze było jednak dopiero przed nami.

Huśtawkę nastrojów jaką przeżywali wszyscy kibice Unii w tym okresie można by obdzielić kilka spotkań. Zaczęło się od straty kontrowersyjnej bramki w 81 minucie i choć gol dla Skry wobec nowych przepisów został zdobyty raczej prawidłowo, to niesmak pozostał. Będący na pozycji spalonej Patryk Mularczyk, po wślizgu Dawida Mikołajca bez problemów skierował futbolówkę do bramki i sędziowie interpretując to zagranie jako podanie od przeciwnika uznali bramkę.

Ten przepis wydaje się nie do końca jasny, bo przecież obrońca nie może czekać aż asystent podniesie bądź nie chorągiewkę, tylko musi interweniować by przerwać groźną akcję rywala, a że piłka trafiła pod nogi Mularczyka, to nie była nieudolność naszego defensora, tylko efekt rozpaczliwej interwencji mającej na celu przerwanie akcji. Dawid nie mógł piłki zagrać inaczej, bo sięgnął ją ledwo co czubkiem buta. Na nic zdały się protesty naszych zawodników i musieliśmy odrabiać straty. Czasu nie było zbyt wiele, więc musieliśmy sporo ryzykować.

W 85 minucie powinno być po meczu, kiedy to nieporozumienie Dawida FugielaPiotrem Glencem na bramkę musiał zamienić Daniel Rumin, ale zamiast od razu strzelać do opuszczonej przez naszego golkipera bramki, chciał jeszcze podjechać bliżej i został zablokowany przez ambitnie goniącego go Mikołajca. Po chwili nasz defensor został przez trenera Piotra Haudera przesunięty na „szpicę” i wywiązał się ze swojej roli wyśmienicie. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Bartłomiej Sikorski zagrał kapitalne crossowe podanie do Sitnika, ten zgrał piłkę właśnie do Mikołajca, który przyjął ją sobie prawą nogą po czym huknął z półwoleja lewą i piłka tuż przy „długim” słupku wpadła do siatki. To jeszcze nie był koniec emocji. O te dalsze „postarał” się m.in. Fugiel, który przyjął zbyt nonszalancko piłkę przed polem karnym na „klatę”, ta zaplątała mu się pod nogami z czego skorzystał ponownie Rusin, który tym razem został w ostatniej chwili zablokowany przez Glenca, a miał przed sobą znów pustą bramkę.

Gospodarze wykonywali po tej akcji rzut rożny, dobre piąstkowanie Fugiela sprawiło, że futbolówka wylądowała pod nogami Sikorskiego, ten nie zastanawiając się długo uruchomił pozostawionego na desancie Polaka. Popularny „Pawka” po kilkunastometrowym biegu, goniony przez obrońców uderzył  tuż sprzed pola karnego, ale piłka nie wpadła do bramki, przelatując centymetry od jej „okienka”. Zaraz potem arbiter zakończył to emocjonujące, szczególnie w końcówce, spotkanie i Unia podtrzymała dobrą passę notując czwarty mecz z rzędu bez porażki. Szkoda, że są wśród nich aż trzy remisy i szczególnie tego z Falubazem Zielona Góra możemy najbardziej żałować.

KS SKRA CZĘSTOCHOWA – LKS UNIA TURZA 1:1 (0:0)

1-0  Patryk Mularczyk 81′
1-1  Dawid Mikołajec 90+1′ (asysta Mateusz Sitnik)

Sędziowali: Bartosz Owsiany (główny), Michał Mazurek, Krzysztof Glensk (asystenci)
Widzów: 50

KS SKRA CZĘSTOCHOWA:  Kamil Kosut – Konrad Gerega (75` Piotr Masztalerz), Adrian Błaszkiewicz, Mateusz Woldan, Oktawian Obuchowski – Dawid Niedbała (53` Łukasz Kowalczyk), Sławomir Ogłaza, Adrian Musiał, Patryk Mularczyk, Adam Olejnik – Damian Nowak (72` Daniel Rumin)
Pozostali rezerwowi: Rafał Kotecki, Bartosz Dyszy, Dominik Marek, Kamil Witkowski
Trener: Jakub Dziółka
LKS UNIA TURZA: Dawid Fugiel – Piotr Glenc, Kamil Kuczok, Dawid Mikołajec, Piotr Szymiczek – Dariusz Pawlusiński, Paweł Staniczek (89` Bartłomiej Sikorski), Szymon Gałecki (84` Jonatan Domin), Paweł Polak, Paweł Kulczyk (68` Mateusz Sitnik) – Dawid Hanzel
Pozostali rezerwowi: Marcin Musioł, Krystian Dudała, Michał Szczurek, Marcin Zarychta
Trener: Piotr Hauder

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.